1961

' 09 Paź
Leonid Rogozow

Leonid Rogozow podczas pobytu na jednej z radzieckich stacji badawczych używając znieczulenia miejscowego dokonał na sobie operacji usunięcia wyrostka robaczkowego.
Rankiem 29 kwietnia 1961, Rogozow zaczął źle się czuć – symptomami były omdlenia, mdłości, gorączka i ból po prawej stronie podbrzusza. Następnego dnia jego stan nie poprawiał się, a gorączka była coraz większa. Wszystkie możliwe środki zachowawczego leczenia zawiodły. Doszły do tego objawy zapalenia otrzewnej i stało się jasne, że jego stan zdrowia nie ulegnie zmianie (a de facto pogorszył się znacznie w godzinach wieczornych). Rogozow bez trudu zdiagnozował u siebie ostre zapalenie wyrostka robaczkowego. A że do najbliższej stacji dysponującej samolotem było 1000 mil i warunki pogodowe były fatalne (panowała zamieć śnieżna) jasnym stało się, że ratunek nie przybędzie na czas. Wtedy podjął dramatyczną decyzję, by zoperować się sam – nikt inny na stacji nie był w stanie tego zrobić, a stawką było jego życie. Nie miał wyjścia, a nie można było już dłużej czekać, potem byłby zbyt słaby aby sobie pomóc. rogozov Zabieg odbył się w nocy 30 kwietnia 1961, rozpoczął się około 22.00. Bohaterskiemu chirurgowi asystowali mechanik i meteorolog, którzy podawali instrumenty oraz trzymali lusterko przy jego brzuchu. W pół leżąc na lewym boku, Leonid dał sobie miejscowe znieczulenie przy użyciu nowokainy (0,5% roztwór), a następnie wykonał 12 centymetrowe cięcie. Ogólne osłabienie i nudności, które rozpoczęły się w około 30-40 minut po rozpoczęciu operacji, bardzo przeszkadzały w zabiegu. Rogozow musiał więc kilkakrotnie odpoczywać, co dodatkowo wydłużyło operację. Na przemian patrząc w lusterko i badając palcami, zlokalizował wyrostek, a następnie go wyciął, po czym wstrzyknął sobie antybiotyk w jamę brzuszną. Około północy operacja została zakończona. Zabieg, który wydawał się niemożliwy udał się w stu procentach. W ciągu pięciu dni gorączka ustała, a po tygodniu mógł już zdjąć szwy. Do swoich normalnych obowiązków chirurg twardziel wrócił w około dwa tygodnie. rogozow2 Historia tego człowieka zawładnęła wyobraźnią obywateli ZSRR. W 1961 został on odznaczony Orderem Czerwonego Sztandaru Pracy.

' 08 Gru
Syrena Mikrobus

Syrena Sport (z przodu) oraz Syrena Mikrobus (z tyłu) z próbnymi tablicami rejestracyjnymi na torze testowym. Syrena w wersji mikrobus – pierwszy w dziejach polskiej motoryzacji samochód, który dziś określa się jako minivan lub MPV (Multi Porpose Vechicle). W aucie mieściło się siedem osób. Trzy foteliki drugiego rzędu i tylną kanapę, a także fotel obok kierowcy można było łatwo wymontować, tworząc ogromną przestrzeń ładunkową. Nawet ze wszystkimi fotelami było w kabinie miejsce na prawie metr sześcienny bagażu. Dopuszczalne obciążenie mikrobusu to 480 kg, sama Syrena bez załadunku ważyła 900 kg. Do napędu pojazdu użyto silnika S-15 o mocy 27KM. Pod względem technicznym auto bazowało na standardowym modelu, ale ze względów bezpieczeństwa przesunięto zbiornik paliwa z komory silnikowej pod podłogę bagażnika. Blaszno-drewniano-laminatowe nadwozie zostało oparte na ramie tak jak w przypadku Syren z serii 100. Skonstruowali je inż. Nawrot i inż Łukasiewicz. Samochód miał poważny mankament: trzydrzwiowe nadwozie, które jak na tak mały pojazd było fatalnym rozwiązaniem. Niestety władza nie była skłonna wprowadzić ten interesujący samochód do produkcji. Powstał tylko jeden prototyp, który – podobnie jak Syrena Sport – nie przetrwał do naszych czasów.

' 12 Sty
Świecące opony

W połowie XX wieku firma Goodyear Tire & Rubber Co. zaprezentowała świecące opony nazywając je „oponami przyszłości”. Zamontowane w obręczy koła żarówki (18 sztuk) miały świecić w nocy. Opony zostały przetestowane przy prędkości około 100 km/h i przeszły test pomyślnie jednak nigdy nie weszły do masowej produkcji i pozostały w fazie prototypu.

' 09 Gru
Pochód na ul. Marszałkowskiej

Pochód na ul. Marszałkowskiej – widok z góry od ul. Nowogrodzkiej w stronę pl. Defilad i Pałacu Kultury i Nauki. W oddali widoczna zabudowa ul. Świętokrzyskiej. Warszawa.

' 06 Kwi
Conrad Schumann

Conrad Schumann – wschodnioniemiecki policjant ucieka ze wschodniej strefy w Berlinie na zachód tuż po podziale miasta przez komunistów, ale przed wybudowaniem muru. 15 sierpnia 1961 r. – dwa dni po ogłoszeniu podziału miasta.

Po drugiej stronie zagrody, w Berlinie Zachodnim, zbierały się grupki młodych berlińczyków początkowo rzucające inwektywami pod adresem żołnierza. Widząc wątpliwości i niezdecydowanie Schumanna zachodni berlińczycy zaczęli go wołać do siebie. Całą sytuację ponad godzinę śledził także początkujący fotoreporter Peter Leibing. Od samego początku miał on wrażenie, że żołnierz zdezerteruje. Nawoływania z zachodniej strony wzmagały się, pojawił się tam policyjny samochód, który zatrzymał się i nie wyłączając silnika czekał z otwartymi tylnymi drzwiami. Tłum nawoływał Komm rüber! (Przechodź!) i wtedy Conrad Schumann odrzucił papierosa i pobiegł w kierunku bariery. Podtrzymując jedną ręką pistolet przeskoczył druty i znalazł się w Berlinie Zachodnim. Następnie wsiadł do czekającego policyjnego samochodu, który odjechał z dużą prędkością. Peter Leibing zdążył wykonać swoją słynną fotografię, uwieczniając dokładnie moment skoku nad drutem kolczastym. W ciągu kilku godzin fotografia znalazła się na okładce Bilda, a następnie obiegła cały świat, z czasem stając się ikoną zimnej wojny i jedną z najbardziej rozpoznawalnych fotografii tamtego okresu.

' 10 Kwi
Przekraczanie muru

Niewiarygodne zdjęcie niemieckiego żołnierza który wbrew bezpośrednim nakazom, pomoga młodemu chłopcu przekroczyć nowo powstały Mur Berliński po oddzieleniu się od jego rodziny.