'
Skomentuj
Turbinka Kowalskiego

Turbinka Kowalskiego

Rok:

Alojzy Kowalski przed swoim garażem. Najbardziej znanym sposobem na poprawę osiągów Fiata 126p okazała się tzw. „turbinka Kowalskiego”. Dzieło życia Alojzego Kowalskiego było zarówno konstrukcją genialnie prostą jak i efektywną. Dzięki niej żarłoczność Malucha spadała o niemal połowę. Było to o tyle ważne, że benzyna była dobrem wręcz luksusowym, dostępnym na kartki. Maluch dzięki temu potrafił, według konstruktora, spalać tylko 3-4 litry paliwa na każde 100 km podczas, gdy silnik bez tego wynalazku potrafił pić 7, a podczas mrozów w mieście – 10 litrów na każde 100 km. Do cylindra mieszanka dostaje się w postaci mocno zagazowanej – co oznacza, że zapali się równo, wypełniając dokładnie komorę spalania. Efekt zamontowania turbinki był doskonale widoczny już od pierwszych chwil. Samochód był wyraźniej bardziej dynamiczny, praca silnika bardziej kulturalna, równa i do tego notowano zmniejszone spalanie, choć niektórzy uważają, że jest to tylko tzw. efekt Placebo

W publikacji „Usprawnienia Poloneza” przytoczono wyniki testów turbinki przeprowadzone przez Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Samochodów Osobowych FSO, zainstalowanej na nowym silniku 1.5 OHV wyposażonym w elektroniczny zapłon i układ zubażający mieszankę paliwową. Stwierdzono że silnik wyposażony w turbinkę legitymuje się gorszymi osiągami, większą emisją spalin oraz większym zużyciem paliwa czego przyczyną było powstawanie filmu paliwowego na ściankach kolektora dolotowego, spowodowane przez turbinkę która zamiast rozbijać kropelki paliwa, rozpryskiwała je na ściankach.

Wokół wynalazku zrobiło się na tyle głośno, że nawet zagraniczni producenci zainteresowali się efektem pracy Kowalskiego. Bardzo ruchliwej turbince zarzucano jednak krótką żywotność. Umieszczona pomiędzy głowicą silnika a gaźnikiem konstrukcja szybko się rozpadała a jej elementy mogły uszkodzić silnik. Ci, którzy sami podejmowali się instalowania tego wynalazku nie byli w stanie regulować silnika i ten pracował jeszcze głośniej i ciężej niż przed nieudaną ingerencją domorosłych mechaników. Okazało się, że większość zbadanych turbinek to były podróbki z tuleją zamiast kulowego przegubu. Opinię o tym wynalazku skutecznie popsuto i turbinka nie trafiła do żadnego seryjnego auta.

Źródło: http://www.tvp.info/32482451/poldek-luksusowy-tylko-jako-skladak

  • Skomentuj
  • Rok:

Skomentuj zdjęcie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeden komentarz

  • ko-ma

    Przejechałem z „turbinka” ok. 60 tys. km – oczywiscie 126p.
    Wyrób – oczywiście FOS Łódź (stamtąd pochodził także gaźnik samochodu).
    Zakupiona w Polmozbycie Warszawa, montaż samodzielny (z kilkoma modyfikacjami, m.inn. podstawki gaźnika i przewodu dolotowego z filtra).
    Efekty? Znaczna poprawa elastyczności silnika oraz wyraźnie odczuwalna zmiana charakterystyki momentu obrotowego. Wzrostu mocy czy spadku zużycia silnika raczej nie dało sie zaobserwować.
    Regulacja układu zasilania i zapłonowego, faktycznie, mogła sprawiać kłopoty, ale wyłącznie, gdy nie pofatygowano się przeczytania instrukcji obsługi.

    ↶Odpowiedz 3 września 2017 10:39